Boguslaw Wlodawiec

Melchior Wankowicz

Melchior Wankowicz byl pisarzem, ktory w swoim zyciu i swojej tworczosci nie unikal zaangazowania politycznego. Byl to jeden z powodow, dla ktorego w okresie miedzywojennym uznano go za pisarza zwiazanego z sanacja. Jak sie wydaje, ta obiegowa opinia nie byla w pelni uzasadniona: pisarz byl zwiazany z tym ugrupowaniem pewna wspolnota pogladow w kwestiach niepodleglosci Polski, stosunku do demokracji czy koncepcji Miedzymorza, staral sie jednak unikac jednoznacznego opowiedzenia sie po jakiejkolwiek stronie. Kilkakrotnie po zaklasyfikowaniu go jako stronnika jakiegos obozu wywolywal skandal nowa ksiazka czy artykulem publikowanym w prasie przeciwnikow, co bylo nie do pogodzenia z dotychczasowa opinia o nim. Mozna przypuszczac, ze w ten sposob bronil niezaleznosci swoich sadow. Te postawe, ktora charakteryzowala go przez cale zycie, pisarz nazwal "relatywizmem". W ocenie jego biografa, Mieczyslawa Kurzyny,

"Pisarz w tym swoim demonstracyjnym chwaleniu sie relatywizmem przesadza. Tak, w wielu kwestiach podstawowych jest wierny imponderabiliom, i to tym najwczesniejszym, wyniesionym z rodzinnego domu i konspiracji niepodleglosciowej: ojczyzna, uznanie dla pracy, respekt wobec prawdziwej wiedzy, szacunek dla prostego czlowieka, podziw dla tych, co wlasnym trudem osiagaja szczyty, oto zasadnicze zreby tej postawy. Dla relatywizmu pozostawaly obszary bardziej abstrakcyjne, te, w ktorych mozna sobie - jak mowi Wankowicz - popieknoduszyc" [1].

Indywidualizm Wankowicza, niezaleznosc pogladow - istotny element jego tozsamosci kresowego szlachcica, glebokie zakorzenienie w zbiorowej mentalnosci Polakow przez styl szlacheckiej gawedy, jezyk, specyficzne poczucie humoru - to cechy, ktore zjednywaly mu sluchaczy i czytelnikow.

Przewidziana przez Wankowicza w Na tropach Smetka [2] kleska wrzesniowa nie dotknela go tak. jak, jak bardzo dotknela go przedstawiajaca ja propaganda: niemiecka, sowiecka, francuska, a zwlaszcza polska - szerzona przez antysanacyjny rzad Sikorskiego. Propaganda ta, pomniejszajaca wysilek wojenny polskich zolnierzy i kwalifikacje polskiego dowodztwa, wykazujaca korupcje wyzszych urzednikow oraz ucisk biedoty przez klasy posiadajace itp., sluzyla zgodnie interesom wszystkich wymienionych stron, choc kazdej z innych powodow. Sprowokowalo to zawsze przekornego Wankowicza do przeciwstawienia sie "falszom i bredniom" [3]. W obozach uchodzcow w Rumunii w 1940 roku wyglasza odczyty pt. "Inna twarz Polski", przedstawiajace wbrew defetystycznym plotkom wrzesniowy wysilek armii polskiej. Pisze opowiadanie Wrzesniowym szlakiem, wlaczone nastepnie do wiekszego zbioru pt. Wrzesien zagwiacy. Emigracyjne wladze polskie uniemozliwiaja mu wydanie w Paryzu w 1940 roku ksiazki na ten temat, widzac w tym obrone sanacji [4]. Oburzaja pisarza takze insynuacje, pomowienia i personalne ataki na sanacyjnych ministrow. W ksiazce Droga do Urzedowa porte-parole autora, Hauke, mowi:

"Niewatpliwie (...) zamkniecie do kozy ludzi majacych do niedawna najwyzsza wladze jest dla gawiedzi niedawno od nich zaleznej latwym zerem. Gawiedz ma do nich pretensje, jak tlum podczas circenses, ze meczennicy zachowuja sie biernie. Tlum pragnie, aby skladali oswiadczenia, ktore by mogl wyszydzac. Sa pewne pozycje, w ktorych kazdy gest jest smieszny. Czlowiek przylapany w gaciach, albo ktory wpadl do kaluzy, bedzie smieszny, cokolwiek by chcial powiedziec z najwyzsza godnoscia. Zycie prywatne - kufry, walizki, zony, kochanki, niedyspozycje zoladkowe - to wszystko wypadlo w katastrofie jak zawartosc skrzyni, ktora rozbila sie i stala sie lupem tlumu. Zaklamywac - nie. Ale pomoc wstac. I nie dac zaklamac Rzewnickich, ze kleske spowodowaly ludzkie przywary ministrow" [5].

Relacjonujac swoje rozmowy z Beckiem i Smiglym , ktore mialy miejsce w Rumunii po klesce wrzesniowej, pisarz stara sie zachowac bezstronnosc sadu. Zarzuca Beckowi chciejstwo, gdy ten wyznaje, ze na przelomie 1938/39 roku sadzil, iz Hitler nie powzial jeszcze ostatecznej decyzji i ze agresja niemiecka moze skierowac sie najpierw na Balkany [6]. Zarzut ten wydaje sie jednak chybiony, skoro takze dzis sa historycy podzielajacy ten poglad Becka. Rowniez Smigly robi na Wankowiczu nie najlepsze wrazenie. Wykreowany przed wojna na wodza narodu, wydaje mu sie teraz nazbyt ludzki [7].

Nie oszczedza takze Sikorskiego, ktorego opisuje niezyczliwie. Wsrod jego zwolennikow widzi glownie "kundli" (od tego slowa Wankowicz ukul termin "kundlizm" na okreslenie stosunkow panujacych na emigracji), natomiast z sympatia wyraza sie o towarzyszacych Sikorskiemu pilsudczykach [8].

Zdrada zachodu w Jalcie budzi oburzenie Wankowicza, ktoremu daje on wyraz m.in. podczas odczytu dla brytyjskich spadochroniarzy oraz w liscie do Churchilla. Zarazem z pewna konsternacja i podziwem konstatuje fakt, iz latwosc, z jaka Anglicy przyznaja mu moralna racje, idzie w parze z szacunkiem, jaki zywia dla cynicznych politykow, popelniajacych swinstwa w interesie swojego kraju.

O rzadach komunistow w Polsce pisarz nie wypowiada sie w czasie swojego pobytu na emigracji. Dopiero w jego odczytach i ksiazkach napisanych po powrocie do kraju po 1956 roku pojawiaja sie zarowno krytyczne, jak i pochwalne akcenty wobec nich. I tak na przyklad w trakcie wykladu w 1971 roku przejecie wladzy przez PKWN nazwal publicznie przewrotem [9]. Mozna zatem sadzic, ze podobny poglad zywil w tej kwestii bedac jeszcze na emigracji.

Byc moze pisarz posiadal zbyt malo wiadomosci z kraju, by na ich podstawie formulowac jakiekolwiek szczegolowe sady o sukcesach i porazkach "wladzy ludowej" (narzekal na brak aktualnych materialow z Polski w prasie emigracyjnej, a natretna propaganda oficjalnych wydawnictw z kraju nie budzila jego entuzjazmu). Wreszcie trzeba zauwazyc, ze tworczosc Wankowicza to przede wszystkim reportaz. Pisarz opisuje to, co sam widzial, z czym zetknal sie osobiscie, badz przekazuje relacje bezposrednich uczestnikow opisywanych wydarzen. Trudno sobie wyobrazic, by pozostajac na emigracji mogl Wankowicz w ten sposob cokolwiek napisac o nowej wladzy w Polsce. W tym chyba nalezy widziec glowna przyczyne jego wstrzemiezliwosci na ten temat.

Wykpiwa chciejstwo gen. Andersa i jego wyzszych oficerow, przewidujacych po kapitulacji Niemiec rychly wybuch wojny aliantow z Rosja. Drwi z "sielsko - gospodarskiego planowania w epoce wojny atomowej", gdy general rozpoczecie dzialan wojennych przewiduje na jesien - bo "po zniwach" [10].

Pragnac przygotowac emigracje na zycie wsrod obcych, poddaje ja surowej krytyce. Pisze m.in. Kundlizm [11]. Omawia szeroko nasze wady narodowe, wskazujac wsrod nich bezinteresowna zawisc, oscylowanie miedzy megalomania a kompleksem nizszosci, biurokratyczne sklonnosci urzednikow, kult niekompetencji, protekcje i kliki, przekonanie, ze dorabianie sie to kolekcjonowanie przywilejow, snobizmy wielkopanskie, karykaturalne pozostalosci kultury szlacheckiej jak tytulomania i "calujrackizm" [12]. Zarzuca emigracji jalowe politykierstwo, krytykuje brak zdecydowanego oporu wobec upokorzen serwowanych przez rzad angielski (jak nieprzyjmowanie zolnierzy Wrzesnia do PKPiR), brak politycznej wizji przyszlosci, arogancje wobec Anglikow i kompleks nizszosci wobec nich oraz holubienie Churchilla. Wytyka niski poziom emigracyjnej prasy (brak aktualnych materialow, brak wiadomosci z Polski). Gwaltownie odcina sie od uchwaly emigracyjnego Zwiazku Pisarzy, zakazujacej drukowania w kraju [13], za co spotkal sie z potepieniem wladz zwiazku [14].

Uwaza, ze emigracja polska nie powinna zamykac sie w getcie i uprawiac kultu symboli, lecz byc otwarta na sprawy kraju, w ktorym zyje. Wypomina hipokryzje tym przedstawicielom emigracji, ktorzy z pogarda mowia o Anglikach i zarazem przyjmuja angielskie ordery, czy z inspiracji Anglikow uniemozliwiaja organizacje obchodow 3 Maja. Wskazuje na rozbieznosci miedzy realna polityka a gloszonymi wartosciami, za ktorymi nie ma zadnej tresci:

"Cenia symbol, kiedy narod za to placi, i uprawiaja >realna polityke<, kiedy chodzi o nich" [15].

Stwierdza, ze "rak wieszczowatosci toczy emigracje" politycy zas "tez pomazancy, machaja mieczami w rozne strony"[16].

Szczegolna role pisarz wyznacza emigracji polskiej w Ameryce.. Stoi ona w obliczu upadku tradycyjnych wartosci. Wankowicz sugeruje, iz Ameryka jest w pewien sposob nizsza duchowo, europejskie zas dziedzictwo daje Polakom jakas niesprecyzowana przewage, choc skadinad jest zarazem jakas kula u nogi (sprzecznosci tej pisarz nie wyjasnia dokladniej). W Ameryce emigracja spotyka sie z "zastepczym systemem wartosci", jakim jest kult sukcesu i nie tyle posiadania, ile zdobywania pieniedzy, wolnoscia dla prywatnej inicjatywy oraz przekonaniem, ze silna wola w dazeniu do celu gwarantuje sukces. Pisarz uwaza, ze najwiekszym skarbem, jaki pierwsze pokolenie emigracji moze ofiarowac swoim dzieciom, jest przekazanie im polskiej kultury i tradycji, dajac zarazem wolna reke, co zrobia one z tym dziedzictwem w nowej rzeczywistosci [17].

Podkreslajac dotychczasowy wklad Polakow w materialny i duchowy rozwoj Ameryki, Wankowicz wyznacza emigracji polskiej w Ameryce istotna misje do spelnienia w procesie tworzenia nowej, amerykanskiej kultury. Polskim wkladem w te kulture powinna byc:

1.      Kultura organicznej wspolnoty - umozliwia ona poswiecenie sie dla wspolnoty (kraju, spoleczenstwa), bez czego niemozliwe wydaje sie ulepienie jednego narodu z poszczegolnych grup etnicznych.

2.      Bezinteresownosc wydziedziczonych - zdolnosc do wyrzeczen, bez ktorych nie moglby powstac plan swiatowy, zdolnosc do myslenia w kategoriach globalnych.

3.      Przejsciowy charakter kultury polskiej - co ulatwi Polakom znalezienie sie w sytuacji, gdy dokonywac sie bedzie pod amerykanskim przewodem synteza roznych cywilizacji.

4.      Lacznosc ze swiatem kultury materialnej - zaradnosc w zmaterializowanym srodowisku, preznosc, szybkie dorabianie sie, a zarazem "myslenie nie obciazone posiadactwem" [18].

Uwaga poswiecana przez Wankowicza Polonii amerykanskiej wiaze sie scisle z jego ocena globalnej sytuacji politycznej oraz wizja przyszlosci, jaka jego zdaniem przyniosa zapoczatkowane przez obie wojny swiatowe procesy historyczne. Obie wojny swiatowe sa mianowicie przejawem niszczenia dotychczasowego porzadku swiatowego, na gruzach ktorego powstanie nowa cywilizacja. Czasy sobie wspolczesne nazywa Wankowicz "Miedzyepoka":

"Trescia epoki jest panowanie okreslonej tezy. Wysuniecie antytezy stwarza Miedzyepoke. Widzimy zderzenie tez liberalizmu i totalizmu i przeczuwamy synteze przyszlej epoki: >wolny czlowiek w planowanym swiecie<.

Zdaniem pisarza, zmiana wlasnie zachodzaca to zmiana zasadnicza, jakiej nie bylo od 1500 lat [19]. Tymczasem zadna ze stron zimnowojennego konfliktu nie reprezentuje idei zdolnej pociagnac ludzkosc. Idea ta nie jest ani komunizm, ani liberalizm [20]. Komunizm i faszyzm byly przede wszystkim lamaniem praw jednostki w imie dobra ogolu. Dlatego zwycieski w II wojnie swiatowej komunizm nie jest w stanie zbudowac nowego porzadku - podeptawszy to podstawowe prawo [21]. Upadek komunizmu nie bedzie oznaczal zwyciestwa liberalizmu, lecz tylko konsternacje i koniecznosc dalszych poszukiwan. Glowna rola w procesie tworzenia nowej cywilizacji przypadnie Ameryce, ktora obecnie nie jest zupelnie do tego przygotowana. Jest skazana na przywodztwo, choc na razie nie dorasta do niego kulturalnie. Jednak to wlasnie jej przypadnie zadanie stworzenia nowej kultury z wielosci istniejacych kultur swiata. Ona tez powinna stworzyc rzad Federacji Swiatowej, choc nie rozporzadza jeszcze dostateczna sila materialna po temu. Tylko taki rzad swiatowy uchroni Polakow przed skutkami ich fatalnego polozenia geopolitycznego [22]:

"Gwarancja istnienia Polski moze byc tylko rzad swiatowy, oparty na nadchodzacej cywilizacji Nowej Epoki. Czynnik ksztaltujacy ten rzad musi rozporzadzac zasobami materialnymi i duchowymi. Zasoby materialne reprezentuje tylko Rosja i USA. Dostatecznych zasobow duchowych nie reprezentuje zaden z tych czynnikow. Ta jednak istnieje miedzy nimi roznica, ze Rosja nigdy uniwersalnych walorow reprezentowac nie bedzie, uosabiajac jedna tylko i nie przezyta cywilizacje euroazjatycka. Stany Zjednoczone, nie zablokowane kulturalnie tak jak Rosja, odbijajace od brzegu kultury europejskiej, przedstawiaja wieksza zdolnosc obustronnej duchowej asymilacji z ludami swiata i moga wygrac wyscig, ktorego Rosja wygrac nie ma moznosci".

Stad znaczenie emigracji polskiej w Ameryce i jej zadania:

"Uswiadomienie sobie wlasnych walorow, stworzenie kultu pracy, ktora pozwoli na czynne wejscie do rodziny swiata, to najcelowsza droga emigracji politycznej (...). Polska emigracja polityczna ma wszystkie dane, by zajac pierwsze miejsce w tym szeregu jutra" [23].

W liscie do Czapskiej Wankowicz skarzy sie na niezrozumienie przez emigracje miejsca i roli Polakow w owczesnej sytuacji:

"Emigracja Polska nie rozumie, ze rozgrywka jest trojfazowa: I faza - podkopanie starej epoki przez totalizm Nr 1, II faza - rozbicie jej ostateczne przez totalizm Nr 2, trzecia: zalamanie sie totalizmu Nr 2 na rzeczywistosci, ktorej nie zdola opanowac, dzieje go bowiem wytworzyly dla wielkiej, ale doraznej roli - rozbicia, a nie budowania, ktore ma byc oparte na maksymalnie wolnej jednostce w maksymalnie planowanym swiecie (...). Gdybysmy mieli przed soba tylko I faze - mozna by grac na karte zachodnia i tepic Bobkowskich, lub wschodnia - i tez tepic Bobkowskich. Ale skoro sytuacja jest stokroc trudniejsza i na dlugi dystans, nalezy nic nie lgac, nie bac sie prawdy, wchodzic w siebie i pracowac. Inaczej bedziemy tylko agentami ktorejs ze stron, podczas gdy obie strony, obaj patronowie czy to Andersow, czy Bierutow - przegraja. Uzylem drastycznego porownania z Bierutem - swiadomie. Niedawno grono znanych oficerow zostalo udekorowanych odznaczeniami amerykanskimi. A przedtem - angielskimi (...). z czyich rak - rozbiorcow Polski. Jest w tym cos tak ohydnego, ze dech zapiera i znajduje sie w niezmiernie trudnym polozeniu, ze to wlasnie ja musze to potepic" [24].

W dziele upowszechnienia powyzszych pogladow liczyl na paryska "Kulture", ktora przez pewien czas udzielala mu swoich lamow. W liscie do Giedroycia pisal, ze przyszlosc przyniesie synteze kultury europejskiej i azjatyckiej poprzez zrastanie sie swiata i awans kulturalny narodow Azji. Powtarzal, ze wszelkie dane na przywodztwo nowej kultury w nowej cywilizacji ma Ameryka. W zwiazku z tym wysmiewal prowadzana w "Kulturze" "krucjate o kulture srodziemnomorsko - chrzescijanska" z Ameryka jako liderem. Jego zdaniem, "Ameryka jest w ogonie kultury europejskiej", chociaz jest w awangardzie kultury swiatowej. Liczyl takze, iz "Kultura" zechce upowszechnic jego idee zawarte w broszurze pt. Klub Trzeciego Miejsca.

"Klub Trzeciego Miejsca nie jest bynajmniej klubem majacym ambicje przeprowadzic nas przez Miedzyepoke, ale raczej ambicje przeprowadzic ich do nowej epoki. Byloby to piekne zadanie dla pisma (...). Mimo wszystkie skladania >niepodleglosci< w dotychczasowym znaczeniu do lamusa, nie skladamy do lamusa ani swojego przywiazania do narodu, ani do ziemi, na ktorej mieszka. Nie jest to uczucie wsteczne, ani w poprzek rzeczywistosci, tylko najnaturalniejsze i najbardziej tworcze" [25].

Mysli, jakie zawarl Wankowicz w Klubie Trzeciego Miejsca odnosza sie bardziej do Polakow pozostajacych w kraju niz na emigracji i dotycza strategii politycznej narodu w biezacym okresie historycznym. Powtarza on za Pilsudskim, ze Polska skazana jest na wielkosc i zdaje sie sam tak uwazac, ale w nastepnych zdaniach, taktownie, by nie urazic niczyich uczuc patriotycznych, wskazuje na rozbieznosc miedzy polska tradycja historyczna a realnym znaczeniem Polski. Ta wlasnie tradycja wielkosci, ktorej przejawem byly niepodleglosciowe, romantyczne powstania, utrudnia proponowanie Polakom strategii przeczekania okresu zlej koniunktury historycznej. Byc moze ona wlasnie, wraz z faktem, ze Polacy sa "narodem historycznym" (o dlugiej tradycji) sprawia, ze narod polski zdolny byl przetrwac tak dlugi okres niewoli. Uwaza jednak, ze obecnie nalezy uniknac niepotrzebnego bohaterstwa i strat. Zastrzega sie przy tym, ze nie chodzi mu o propagowanie 'programu latwiejszego zycia" czy o odbieranie Polakom zdolnosci do poswiecen. Z tego punktu widzenia potepia powstanie warszawskie, choc rozumie, ze narod nie byl zdolny do bezczynnosci, dowodztwu AK zabraklo zas odwagi cywilnej aby wezwac do stania z bronia u nogi [26]. Jest przekonany, ze Rosja jest w stanie tylko rozbic stary porzadek, ale nie potrafi urzadzic swiata. Uwaza, ze isc przeciwko Rosji ze strona skazana na przegranie jest bezmyslnym samobojstwem, natomiast isc z Rosja, to dac upust krwi dla doraznych zyskow - tak mozna strescic kalkulacje polityczne Wankowicza. Konkluduje on, ze nie nalezy angazowac sie w walke fazy przejsciowej (stad taki a nie inny tytul ksiazki), albowiem pokonanie Rosji nie rozwiaze jeszcze naszych problemow, jak nie rozwiazalo ich pokonanie Niemiec [27]. Zaden bowiem uklad sil, ani Niemcy, Rosja, ani podzielone wewnetrznie Miedzymorze nie jest gwarancja dla Polski [28] (przy czym przez Miedzymorze pisarz rozumie obszar miedzy Niemcami a Rosja, miedzy morzami Czarnym i Baltyckim, zamieszkiwany przez narody polaczone wspolnota kulturowa [29]).

Przeslanie Klubu Trzeciego Miejsca rozumiano takze w ten sposob, iz:

"Zasadnicza teza tej ksiazki jest twierdzenie, ze Polska lezy strefie kulturalnej Zachodu i geopolitycznej Wschodu. Wobec tego Polacy, ktorzy chca do czegos dojsc, musza czynic kompromisy zarowno po tej, jak i po tamtej stronie."[30]

Wydaje sie jednak, ze pisarzowi chodzilo raczej o cos innego. Obawiajac sie najbardziej ewentualnosci wykorzystania patriotyzmu Polakow w interesie obcych mocarstw i przed tym przede wszystkim ich przestrzegajac, Wankowicz pominal mozliwosc wykorzystania w tym celu ich oportunizmu. Tymczasem, gdy zgodnie z przewidywaniami Wankowicza, upadal komunizm i pod koniec lat siedemdziesiatych zaczal sie okres historycznej koniunktury, Polacy omal go nie przeoczyli, wykorzystujac z opoznieniem tylko czesc pojawiajacych sie mozliwosci. Bezradnosc spolecznosci miedzynarodowej wobec wojny na Balkanach powoduje z kolei, ze pojawia sie coraz wiecej watpliwosci, czy w przyszlosci jakakolwiek miedzynarodowa organizacja moze gwarantowac Polsce bezpieczenstwo, jesli nie zadbaja o nie przede wszystkim sami Polacy.

Do konca zycia Wankowicz zachowal swoja przekore, nie pozwalajac sie zawlaszczyc zadnej opcji politycznej. Do kraju powrocil w 1958 roku. Docenial socrealizm wtedy, gdy juz od niego odchodzono. W 1964 roku narazil sie na aresztowanie i proces, podpisujac sie pod "Listem 34-rech". Z upodobaniem prowokowal swoich czytelnikow i sluchaczy (np. podczas odczytu, gdy na sali przewazaly nastroje niecheci wobec wladz, wywolywal konsternacje twierdzeniem, ze w kierownictwie partii widzi dobrych Polakow). Pod koniec zycia zgodzil sie objac funkcje redaktora naczelnego przyszlego organu prasowego ROPCiO, ktory mial byc wydawany poza cenzura. W urzeczywistnieniu tego zamiaru przeszkodzila jednak jego smierc w 1974 roku, zanim pismo zaczelo sie ukazywac.

Wankowicz byl pisarzem, ktory na tle srodowisk literackich kraju i emigracji wyroznial sie niezaleznoscia sadow, stylem pisarstwa i politycznym wizjonerstwem. Jego ksiazki, z ktorych wiekszosc to reportaze, pisane byly jezykiem prostym, latwym i zrozumialym, w stylu wlasciwym dla szlacheckiej gawedy. Mozna sadzic, ze posiadanie wlasnego wydawnictwa nauczylo Wankowicza dbalosci o zaspokojenie gustu mozliwie szerokiej rzeszy czytelnikow, gdy jednym z miernikow wartosci jego ksiazek byla liczba sprzedanych egzemplarzy. Umial trafiac do prostych ludzi, przekazujac nieraz tresci bardzo zlozone. Jak sie wydaje, nie jest to wsrod polskich pisarzy powszechna umiejetnosc. Daleki od przybierania pozy natchnionego wieszcza, w pelni zasluzyl na to miano, jesli chodzi o zdolnosc przewidywania politycznej przyszlosci, dostrzegania kierunkow dlugotrwalych procesow historycznych i umiejetnosci wyobrazenia sobie ich rezultatow w odleglej perspektywie czasowej.

Niestety, te jego dziela, w ktorych snul polityczne wizje, nie byly w Polsce wydawane. Nastapilo to dopiero w ostatnich latach, gdy ogromna popularnosc Wankowicza juz przygasla. Gdyby jednak zyl dluzej albo gdyby "Solidarnosc" mogla powstac 10 lat wczesniej, Wankowicz mialby wszelkie szanse stac sie jednym z duchowych ojcow polskiej rewolucji i jej symbolem. Bylby wowczas idealnym kandydatem do wykreowania na narodowego wieszcza, literatura polska zas bylaby bogatsza o reportazowy zapis sierpniowych strajkow, napisany przez mistrza tego gatunku literackiego. Niestety, zmarl wczesniej i dzis pozostaje juz w cieniu. Srodowiskom opozycyjnym zas nie powiodla sie proba wykreowania na wieszcza narodowego Milosza, ze wzgledu na jego trudny, hermatyczny jezyk i tworczosc, ktora nie mogla znalezc oddzwieku w szerokich masach.

"Kultura" nr 1/1995,

"Przeglad Polonijny" z. 3 (77) /1995

strona domowa autora

Przypisy:

1.      M. Kurzyna, O Melchiorze Wankowiczu - nie wszystko, Warszawa 1975, s. 289.

2.      K. Kakolewski, Wankowicz krzepi,Lublin 1984, s. 22-23.

3.      A. Ziolkowska, Wstep [w:] Droga do Urzedowa, s. Warszawa 1989, s. 10.

4.      M Kurzyna, Wankowicz, Warszawa 1972, s. 35.

5.      M. Wankowicz, Droga do Urzedowa, s. 146-147.

6.      Tamze, s. 154.

7.      Tamze, s. 158.

8.      Tamze, s. 371-372.

9.      M. Wankowicz, Karafka La Fontaine'a, Krakow 1983-84, t. 2, ss. 324-325.

10.  Tamze, s. 12.

11.  M. Kurzyna, Wankowicz, s. 37.

12.  M. Wankowicz, Kundlizm, Warszawa 1989, ss. 97-123.

13.  M. Wankowicz, Klub Trzeciego Miejsca, Warszawa 1991, ss. 56-65.

14.  List M. Wankowicza do J. Giedroycia, 08.07.1947.

15.  List M. Wankowicza do M. Czapskiej, 05.06.1948.

16.  List M. Wankowicza do J. Giedroycia, 19.01.1952.

17.  M. Wankowicz, Polacy i Ameryka, Warszawa 1991, ss. 178-179.

18.  Tamze, s. 222.

19.  Tamze, ss. 179-180.

20.  M. Wankowicz, Klub Trzeciego Miejsca, s. 18.

21.  Tamze, s. 44.

22.  M. Wankowicz, Polacy i Ameryka, ss. 187-188.

23.  Tamze, s. 224-225.

24.  List M. Wankowicza do M. Czapskiej, 19.05.1948.

25.  List M. Wankowicza do J. Giedroycia, 06.10.1951.

26.  M. Wankowicz, Klub Trzeciego Miejsca, ss. 51-52.

27.  Tamze, ss. 14-15.

28.  M. Wankowicz, Polacy i Ameryka, s. 223.

29.  M. Wankowicz, Droga do Urzedowa, s. 364-365.

30.  A. Ziolkowska, Wstep [w:] Droga do Urzedowa, s. Warszawa 1989, s. 9.